- Apele, które mogą Cię zainteresować
- Antynacjonalizm
- Czyste powietrze
- Demokracja
- Edukacja
- Energetyka
- Klimat
- LGBT+
- Ochrona drzew, parków i lasów
- Ochrona zdrowia
- Odpowiedzialność biznesu
- Państwo prawa
- Polityka społeczna
- Polska w UE
- Prawa człowieka
- Prawa kobiet
- Prawa osób z niepełnosprawnościami
- Prawa pracownicze
- Prawa zwierząt
- Puszcza Białowieska
- Sprawiedliwość społeczna
- Środowisko
- Uchodźcy
- Wybory
- Więcej
-
Dziki w stolicy: czas na humanitarne rozwiązania!W ostatnich tygodniach skala tego problemu i brutalność wreszcie są szeroko komentowane. To, co dotąd działo się poza uwagą większości społeczeństwa, dziś budzi głęboki sprzeciw i poruszenie. Alarm podnoszą nie tylko naukowcy i osoby zawodowo zajmujące się ochroną zwierząt, lecz także coraz szersze grono obywateli: wszystkich tych, dla których dobro zwierząt i odpowiedzialna ochrona przyrody są fundamentalnymi wartościami. Mamy do czynienia z działaniami, które wywołują cierpienie na ogromną skalę i podważają społeczne poczucie etyki oraz zaufanie do instytucji odpowiedzialnych za ochronę środowiska. Jednocześnie władze Warszawy z niezrozumiałych przyczyn wyrażają jawny opór wobec podjęcia rzetelnej współpracy z ekspertami w zakresie relacji człowiek–zwierzę na terenach zurbanizowanych, zastępując merytoryczną ocenę opiniami osób wyznających typowe łowieckie podejście do zwierząt, w którym pierwszeństwo ma zabijanie. Dziki pełnią kluczową rolę w ekosystemie jako tzw. „inżynierowie środowiska” – spulchniają glebę, ograniczają populacje szkodników (np. korników czy pędraków) oraz usuwają padlinę i resztki organiczne. Obecność tego zwierzęcia wspiera równowagę przyrodniczą i bioróżnorodność. Tymczasem w ostatnich latach, w związku z walką z ASF, populacja dzików w Polsce została znacząco zredukowana, mimo że działania te okazały się nieskuteczne i spotkały się z krytyką środowisk naukowych. Dziki zabijane są w Polsce masowo w ramach tzw. odstrzałów sanitarnych i polowań, bez żadnych okresów ochronnych, co sprawia, że zwierzęta te zostały pozbawione swojego bezpiecznego, naturalnego miejsca do życia. Jednocześnie odstrzał nie rozwiązuje problemu obecności dzików w miastach – przeciwnie, ich liczba w Warszawie rośnie. Może to wynikać m.in. z presji łowieckiej poza miastem, która powoduje przemieszczanie się zwierząt do bezpieczniejszych obszarów, oraz z łatwego dostępu do pożywienia (odpady, dokarmianie). Dodatkowo ekspansja miasta na terenach zielonych sprawia, że zwierzęta te znajdują się w obrębie terenów zamieszkałych. Konieczne jest więc wdrożenie kompleksowych, nienaruszających dobrostanu zwierząt sposobów współistnienia. Obecne praktyki zabijania dzików w Warszawie budzą poważne zastrzeżenia etyczne i społeczne. Dochodzi do przypadków uśmiercania samic prowadzących młode, także na terenach zamieszkałych i na oczach mieszkańców, w tym dzieci – co jest naruszeniem prawa. Wywołuje to silne emocje, sprzeciw społeczny i realne obciążenie psychiczne dla wielu osób. Warto podkreślić, że większość dzików nie wykazuje agresji wobec ludzi i unika z nimi kontaktu, a ich obecność wynika w dużej mierze z ekspansji zabudowy na tereny naturalne, zabudowywania korytarzy migracyjnych oraz wadliwego zarządzania odpadami. Sytuacja ta wymaga odpowiedzialnego podejścia opartego na koegzystencji, a nie eliminacji zwierząt. - Zamiast nowoczesnego, opartego na wiedzy zarządzania konfliktem człowiek–dzikie zwierzę, wybrano rozwiązanie najprostsze: zabijanie. Z punktu widzenia biologii sam odstrzał bez rozpoznania źródeł konfliktu działa tylko chwilowo i nie rozwiązuje problemu obecności dzików w mieście. Jeżeli nie usuwa się przyczyn, dostępności odpadów, dokarmiania, barier migracyjnych i błędów infrastrukturalnych, podobne sytuacje będą się powtarzać. Dlatego dziś pytania muszą dotyczyć nie tylko samego placu zabaw na Bemowie, ale całej polityki miasta wobec dzikiej przyrody – zaznaczył biolog, dr Robert Maślak na swoim profilu w social mediach. [1] Warto przytoczyć również opinię adw. Karoliny Kuszlewicz: “Fakt jest taki, że dziki w wielu miastach są. Należy powiedzieć to wprost: miasto ze swej istoty jest przestrzenią wielogatunkową. Ten fakt trzeba zaakceptować i uczyć się możliwie pokojowej, co nie znaczy, że sielskiej i pozbawionej problemów, współegzystencji. Dzisiejsze podejście wielu włodarzy miast przeraża doraźnością, krótkowzrocznością i łatwością odbierania życia zwierzętom.” [2] W tym samym artykule czytamy: “Masowe odstrzały są prowadzone w Polsce od 2019 roku. Od tego czasu zabito niemal 1,5 mln dzików. Przyjmując uśredniony koszt 400 zł za zabicie dzika, kosztowało to podatników około 585 mln zł.” [3] Jednocześnie w Polsce istnieją dobre przykłady, na których Warszawa mogłaby się oprzeć. Współpraca władz Gdyni z zespołem naukowym z Biura Urbanistyki Wielogatunkowej zaowocowała obszernym raportem na temat polityki miasta związanej z możliwością wprowadzania nieśmiercionośnych metod postępowania z dzikami. Raport został opracowany na podstawie współczesnej wiedzy naukowej, z uwzględnieniem uwarunkowań przestrzennych miasta. Warszawa także potrzebuje opracowania modelu nieśmiercionośnego postępowania z dzikami. Taki model powinien odpowiednio wyważyć – w oparciu o rzetelne dane, badania postaw społecznych i źródła naukowe związane z biologią i behawiorem dzików – metody mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa zarówno ludziom, jak i zwierzętom. Warszawa jest nowoczesnym, dynamicznie rozwijającym się europejskim miastem, które powinno jednocześnie w jak największym stopniu zachować swój potencjał przyrodniczy. Chcemy współczesnego spojrzenia na miasto. Domagamy się merytoryki w miejsce myśliwskich standardów zabijania. Dlatego apelujemy o zaprzestanie masowego zabijania dzików i wdrożenie humanitarnych rozwiązań. [1] Post na profilu facebookowym Roberta Maślaka z dn. 8.04.2026. [2], [3] „Odstrzał dzików w miastach – nieefektywny i często niezgodny z prawem. Rozmowa z adwokatką Karoliną Kuszlewicz”, Dzikie Życie, dostęp: 9.04.2026.2 034 z 3 000 PodpisyUtworzył(a) Akcja Demokracja
-
Nie pozwólmy, by prawo przestało chronić ptaki!Ministerstwo Klimatu i Środowiska ogłosiło konsultacje dotyczące planowanej nowelizacji Ustawy o ochronie przyrody. Nowelizacja dotyczy bardzo wielu aspektów; część proponowanych rozwiązań jest korzystna. Ale proponowana zmiana art. 56 ust. 4 i 4a jest bardzo niebezpieczna. Te artykuły określają, jakie wymogi musi spełnić np. inwestor, żeby móc uzyskać zezwolenie na naruszenie zakazów obowiązujących w stosunku do chronionych roślin, zwierząt i grzybów - czyli żeby móc np. legalnie je zabijać lub niszczyć ich siedkiska. Jeśli zostanie przyjęta zaproponowana zmiana przepisów, będzie odtąd wolno niszczyć gniazda i siedliska ptaków po prostu dlatego, że ktoś ma w tym swój interes (ze względu na tzw. "słuszny interes strony"). To ogromne zagrożenie, ponieważ chroniąc ptaki chronimy znacznie więcej! Jak piszemy w treści petycji, siedliska ptaków, również gatunków występujących stosunkowo pospolicie, zasługują na szczególną ochronę, ponieważ służą również ochronie miejsc stanowiących ostoje różnorodności biologicznej, dostarczających istotnych usług ekosystemowych. Rzadkie czy zagrożone wyginięciem gatunki zwierząt zależą od złożonych łańcuchów powiązań ekologicznych obejmujących przede wszystkim liczne gatunki pospolite. Co więcej, zwłaszcza na obszarach miejskich, miejsca będące siedliskami ptaków przyczyniają się do zmniejszania odczuwalnych, negatywnych skutków zmian klimatu oraz tzw. efektu „miejskiej wyspy ciepła”. Znacząco wpływają pozytywnie na dobrostan oraz zdrowie fizyczne i psychiczne mieszkańców. Chroniąc siedliska ptaków, chronimy całość przyrody, a także nasze własne, ludzkie, zdrowie i samopoczucie.6 035 z 7 000 PodpisyUtworzył(a) Mateusz Laszczkowski
-
NIE dla odstrzału 35 bobrów w Nadleśnictwie Józefów!Działanie objęte wnioskiem jest: • okrutne (zabicie 35 bobrów i całkowite zniszczenie 7 tam), • nieracjonalne (dotyczy terenów podmokłych, w które bobry i tak powrócą) i • niegospodarne (regulację poziomu wody można osiągnąć znacznie tańszymi metodami). Wniosek Nadleśnictwa Józefów (woj. lubelskie) dotyczy terenów podmokłych, wg map porośniętych lasem łęgowym - okresowo zalewanym. To naturalne miejsca występowania dzikich zwierząt, w tym bobrów. Miejsce, w którym istniejącą infrastrukturę należy zabezpieczyć dostępnymi metodami, tym bardziej, że bobry będą tam wracać, a ewentualne stosunki wodne regulować znacznie tańszymi rozwiązaniami (plastikowe rury przelewowe instalowane w tamach). Wniosek zawiera również poważny brak w postaci braku ekspertyzy Zakładu Energetycznego. Poważne wątpliwości i poczucie absurdu budzi połączenie wniosku nadleśnictwa z realizacją unijnego projektu za miliony złotych dotyczącego przywrócenia lub utrzymania funkcji retencyjnej bagien, torfowisk i innych terenów podmokłych. Projekt zakłada budowę zastawek w celu podniesienia poziomu wody. Bobry wykonują tę samą pracę nieodpłatnie, z materiału naturalnego, bez ingerencji człowieka. Podpisz apel, wspólnie walczmy z suszą i bezmyślnymi działaniami wymierzonymi w dzikie zwierzęta! Apel powstał przy współpracy Akcji Demokracji i Stowarzyszenia Nasz Bóbr z wykorzystaniem materiałów dr. Andrzeja Czecha.12 627 z 15 000 PodpisyUtworzył(a) Akcja Demokracja
-
Mówimy STOP dezinformacji o wilkach!Ochrona przyrody wymaga nie tylko narzędzi prawnych. Wymaga też ochrony samej debaty publicznej przed zniekształceniem przez dezinformację.3 523 z 4 000 PodpisyUtworzył(a) Akcja Demokracja
-
Ratujmy bobry przed masakrą na Pomorzu!Bobry zatrzymują w Polsce dziesiątki milionów metrów sześciennych wody rocznie, podnosząc poziom wód gruntowych i łagodząc suszę – likwidacja tam pogorszy kryzys wodny i zwiększy ryzyko powodzi. Rocznie niszczonych jest ok. 20 tys. tam, co zabija bobry, ryby, ptaki i żaby zależne od rozlewisk. „Bobry wracają i budują nowe tamy, które znów niszczą. Płoszenie akustyczne wypędza je z nor, by zasypać – to eksterminacja” – Jolanta Zadrożna, Stowarzyszenie „Nasz Bóbr” [1]. W dobie suszy bobry pracują dla nas za darmo nad małą retencją. Nie niszczmy ich z powodu rutynowych wniosków władz! Razem możemy ocalić bobrze rodziny i wzmocnić naszą odporność na zmiany klimatu. [1] Na Pomorzu Wody Polskie chcą zniszczyć tamy bobrów w 160 miejscach, Oko. press, 20 lutego 2026 r.8 664 z 9 000 PodpisyUtworzył(a) Akcja Demokracja
-
Jawność i dialog chronią zwierzęta. Stop niszczeniu standardów w schronisku na PaluchuJawność i kontrola społeczna to podstawowe mechanizmy ochrony psów i kotów przebywających w schroniskach. Gdy ich brakuje, błędy nie są korygowane, są zamiatane pod dywan, a konsekwencje tego ponoszą zwierzęta. HISTORIA KOTA BALIEGO pokazuje to w praktyce: Bali trafił do Schroniska na Paluchu w lutym 2025 roku. Przez niemal rok jego całym światem była klatka ustawiona na podłodze kociego szpitala - niecały metr kwadratowy przestrzeni, widok na ścianę, brak możliwości swobodnego ruchu, eksploracji i regularnego kontaktu z człowiekiem. Miesiące zamknięcia, stresu i monotonii stały się codziennością kota, który trafił do miejsca deklarującego, że jego misją jest dawanie zwierzętom „drugiej szansy”. W tym czasie Bali pozostawał w praktyce niewidoczny w systemie adopcyjnym. Schronisko, mimo posiadania profilu w mediach społecznościowych obserwowanego przez ponad 160 tysięcy osób, przez wiele miesięcy nie publikowało żadnych treści promujących kota do adopcji. Dopiero po złożeniu przez wolontariat wniosku o informację publiczną dotyczącego dotychczasowych działań promocyjnych podjętych przez Schronisko pojawiło się pierwsze ogłoszenie kota. W zbiorczym poście, dzielonym z innymi kotami. W odpowiedzi na wniosek wolontariusze dostali również informację, że Schronisko nie odnotowało żadnych telefonów w sprawie Baliego - co nie dziwi. Zwierzę, którego się nie pokazuje i nie promuje, nie ma szans zostać zauważone. W tym samym czasie wolontariat - mimo ograniczanego dostępu do kociego szpitala i braku odpowiedzi na kierowane do schroniska pytania - podejmował próby ratowania sytuacji. To wolontariuszki przygotowywały opisy, wykonywały zdjęcia, zabiegały o informacje o stanie zdrowia Baliego, aby móc rzetelnie promować go do adopcji. Dopiero ich ogłoszenia w mediach społecznościowych sprawiły, że jedna osoba zwróciła uwagę na kota i zdecydowała się dać mu dom. Bali opuścił schronisko w styczniu 2026 roku. Historia Baliego nie jest opowieścią o jednym „pechowym” kocie. Jest ostrzeżeniem. Pokazuje, jak ogromną rolę w funkcjonowaniu schroniska odgrywa wolontariat i jak dramatyczne skutki przynosi jego marginalizowanie. Wolontariuszki i wolontariusze pracują ze zwierzętami: przygotowują ogłoszenia adopcyjne, prowadzą profile swoich podopiecznych w mediach społecznościowych, wyprowadzają psy na spacery, bawią się z kotami spragnionymi kontaktu z człowiekiem, pracują nad socjalizacją i często jako pierwsi zauważają sygnały pogorszenia zdrowia lub dobrostanu psychicznego zwierząt. W schronisku działającym pod dużą presją i przy ograniczonych zasobach kadrowych wolontariat często jest jedynym stałym głosem konkretnego zwierzęcia. Pełni także funkcję społecznej kontroli. Pozwala szybciej wychwycić błędy proceduralne i zaniedbania, zanim przerodzą się w dramaty. Gdy wolontariat ma stały dostęp do zwierząt, rzetelne informacje i możliwość bycia równorzędną stroną dialogu, system działa lepiej. Gdy wolontariat jest uciszany, ignorowany i wypychany poza proces decyzyjny tracimy jeden z najważniejszych bezpieczników w ochronie bezdomnych zwierząt. Brak jawności i dialogu nie jest problemem abstrakcyjnym. Ma realne skutki: miesiące spędzone w klatce, utracone szanse adopcyjne, cierpienie zwierząt i wypalenie ludzi, którzy bez wynagrodzenia poświęcają swój czas i energię. Historia Baliego pokazuje, że bez standardów i realnej współpracy z wolontariatem nawet „dobre schronisko” może zawieść.2 812 z 3 000 PodpisyUtworzył(a) Wolontariusze i wolontariuszki
-
Zakończmy bezdomność zwierząt domowych w PolsceRaport NIK z kontroli „Zapobieganie bezdomności zwierząt domowych” (P/24/093) ujawnia poważne nieprawidłowości w gminach i schroniskach. Wskazuje, że żadna z 14 skontrolowanych gmin nie zorganizowała opieki prawidłowo, przeznaczając 90% wydatków na wyłapywanie zwierząt i utrzymywanie ich w schroniskach [1]. Nawet najlepsze schronisko nie jest miejscem odpowiednim do życia dla żadnego zwierzęcia i nie zastąpi mu prawdziwego, odpowiedzialnego i kochającego domu. Systemowa promocja i wsparcie zabiegów kastracji i sterylizacji zmniejszy liczbę niechcianych psów i kotów, a tym samym ograniczy skalę ich cierpienia. Według raportu The State of Pet Homelessness Project z maja 2024 roku w Polsce żyje blisko 950 tysięcy bezdomnych psów i kotów. Rocznie na realizację nieskutecznych programów walki z bezdomnością ze środków publicznych jest przeznaczanych około 300 milionów zł [2]. Wiele wskazuje na to, że dużo wyższe kwoty na utrzymanie zwierząt bezdomnych są wydawane przez osoby prywatne. Bez zmian systemowych i profilaktyki nie ma szans na rozwiązanie problemu bezdomności ani na rozsądne gospodarowanie środkami publicznymi. W przeciwieństwie do 24 krajów UE w Polsce nie ma obowiązku czipowania zwierząt towarzyszących ani państwowego rejestru takich zwierząt [3]. Nadzieję budzi Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK) - zapowiedziana centralna baza danych o psach i kotach towarzyszących w Polsce, na którą wciąż czekamy! Przypilnujemy aby w KROPiK znalazło się miejsce również dla wszystkich kotów. Czipowanie umożliwia szybką identyfikację właściciela i chroni zwierzęta przed zagubieniem i kradzieżą, pomaga im wrócić do domu. Ułatwia także walkę z pseudoschroniskami, pseudohodowlami, porzucaniem zwierząt i innymi patologiami. Nie zapominajmy o tysiącach osób, które pomagają bezdomnym zwierzętom, które przejmują na siebie obowiązki państwa. Ponoszą ogromne koszty finansowe, emocjonalne i zdrowotne. Ludzie pomagający bezdomnym zwierzętom sami często popadają w skrajne wyczerpanie i ubóstwo. Rozwiązania są proste i sprawdzone w wielu krajach europejskich: czipowanie, kastracja/ sterylizacja i edukacja – to podstawy skutecznego programu zapobiegania bezdomności zwierząt. [1] Raport NIK Informacja o wynikach kontroli „Zapobieganie bezdomności zwierząt domowych” Nr ewid. 103/2024/P/24/093/LZG [2] bankier .pl, dostęp: 2026-01-29 12:00, Polska mierzy się z problemem bezdomnych zwierząt. Co roku z podatków idzie na ten cel 300 mln złotych. [3] Raport NIK Informacja o wynikach kontroli „Zapobieganie bezdomności zwierząt domowych” Nr ewid. 103/2024/P/24/093/LZG7 247 z 8 000 PodpisyUtworzył(a) Akcja Demokracja
-
Nie chcemy fajerwerków we Wrocławiu!Używanie fajerwerków, petard, rac i sztucznych ogni wiąże się z realnymi zagrożeniami dla ludzi i zwierząt, powoduje urazy, pożary, silny hałas oraz stres, szczególnie dotkliwy dla dzieci, osób starszych, chorych, osób wrażliwych, ptaków, zwierząt dzikich i domowych. Negatywne skutki pirotechniki obejmują również pogorszenie jakości powietrza i wody, a także wysokie koszty interwencji służb ratunkowych i porządkowych, które ponoszą wszyscy obywatele. Są to konsekwencje, którym można przeciwdziałać poprzez rozsądne, lokalnie dostosowane regulacje. Apelujemy o uznanie, że korzystanie z wyrobów pirotechnicznych nie stanowi prawa podstawowego ani konieczności społecznej, lecz formę rozrywki, która w gęsto zaludnionych obszarach miejskich generuje poważne koszty społeczne i środowiskowe. Działania samorządu, podejmowane w odpowiedzi na te zagrożenia, nie są działaniami przeciwko obywatelom i obywatelkom, lecz wyrazem troski o dobro wspólne i realizacją ustawowych obowiązków w zakresie porządku publicznego, bezpieczeństwa i ochrony zdrowia. Wrocław może stać się przykładem dla innych miast w Polsce, pokazując, że dialog społeczny, oparcie decyzji na doświadczeniach mieszkańców i mieszkanek oraz wprowadzanie proporcjonalnych ograniczeń są możliwe i potrzebne. Prosimy, by przy ocenie tej uchwały wziąć pod uwagę nie tylko literalne brzmienie przepisów, lecz także realne skutki społeczne oraz potencjał wypracowania dobrych praktyk, z których będą mogły korzystać inne samorządy w całym kraju. Wszyscy i wszystkie chcemy czuć się bezpiecznie w swoich domach, na swoich osiedlach i w swoim mieście. Pragniemy, by nasze rodziny oraz zwierzęta, którymi się opiekujemy również wiodły życie spokojne, bezpieczne, w zdrowiu. Niestety jest to niemożliwe, gdy w okresie sylwestrowym, w weekendy, zwłaszcza w lecie, gdy odbywają się liczne imprezy, wieczorami rozlegają się dźwięki wystrzałów. To zagrożenie dla ptaków, dla dzikich zwierząt, które zamieszkują Wrocław i okolice. Wrocław jest i zawsze był miastem, w którym jest miejsce dla wszystkich. Chcemy, by było tak nadal. Apelujemy o to, by decyzje były podejmowane z myślą o wszystkich: o ludziach, zwierzętach, środowisku. Chcemy także podkreślić, że pod apelem o zakaz sprzedaży fajerwerków i petard podpisało się ponad 40 000 osób z całej Polski. Pokazuje to, jak istotna jest to sprawa dla polskiego społeczeństwa.1 475 z 2 000 PodpisyUtworzył(a) Akcja Demokracja
-
Nie dla Cavaliada w mieście jednorożcówCavaliada, podobnie jak wiele innych wydarzeń jeździeckich, promuje widowisko, które na pierwszy rzut oka może wydawać się eleganckie, pełne pasji i harmonii. Jednak za tą fasadą kryje się rzeczywistość, której widzowie nie widzą – rzeczywistość bólu, przymusu i tresury opartej na strachu. Konie są zwierzętami wrażliwymi, społecznymi i inteligentnymi. W naturalnych warunkach tworzą relacje, przeżywają emocje i kierują się instynktem unikania bólu. W sporcie jeździeckim są jednak traktowane jak narzędzia do osiągania wyników, zmuszane do nienaturalnych ruchów, przeciążania organizmu oraz łamania granic fizycznych i psychicznych w imię ludzkiej rywalizacji, nagród i prestiżu. Jednym z największych problemów współczesnego jeździectwa jest brutalna tresura, często odbywająca się poza wzrokiem publiczności. Stosuje się przemocowe techniki, takie jak rollkur – wymuszone, bolesne ułożenie szyi i głowy prowadzące do duszności, stresu i bólu. Używa się ostrych wędzideł, batów i ostróg, które ranią pysk, język, boki tułowia i tkanki miękkie koni. Skoki przez wysokie przeszkody oraz intensywne treningi powodują ogromne przeciążenia stawów, ścięgien i kręgosłupa, prowadząc do: • urazów mięśniowo-szkieletowych • uszkodzeń stawów • zerwań ścięgien • odłamków kostnych i złamań • oraz nagłych zgonów wysiłkowych Co mówi nauka o przeciążaniu koni Naukowe badania analizujące zgony koni w sportach jeździeckich w latach 1998–2023 wykazały, że w 110 udokumentowanych przypadkach śmierci koni aż 36,4% stanowiły nagłe zgony, a kolejne 36,4% – ciężkie urazy mięśniowo-szkieletowe. Oznacza to, że ponad 70% śmierci koni nastąpiło nie w wyniku upadków, lecz dlatego, że organizm zwierzęcia nie wytrzymał przeciążeń narzuconych przez sport jeździecki. To ma bezpośrednie znaczenie dla takich konkurencji jak ujeżdżenie i skoki, gdzie konie są poddawane długotrwałemu treningowi, nienaturalnym pozycjom ciała, pracy na wędzidle, napięciu mięśni i skrajnemu obciążaniu układu ruchu oraz układu krążenia. Dane te pokazują, że sam sposób użytkowania koni w sporcie może prowadzić do ich śmierci – nawet bez widocznego wypadku. [1] Transport jako realne zagrożenie życia koni Równie niebezpieczny jest transport koni na zawody. Zwierzęta są przewożone setki lub tysiące kilometrów w stresie, ścisku i zmiennych warunkach. W 2021 roku w Wielkiej Brytanii cztery konie zginęły podczas transportu, gdy zepsuła się ciężarówka przewożąca je dla zawodnika Nicka Gauntletta. To dowodzi, że samo przewożenie koni na imprezy sportowe jest realnym zagrożeniem dla ich życia. [3] Zmiany przepisów FEI – legalizacja cierpienia Od 1 stycznia 2026 roku Międzynarodowa Federacja Jeździecka (FEI) wprowadza przepisy, zgodnie z którymi krwawienie u konia nie musi już skutkować eliminacją zawodnika – koń może zostać wytarty z krwi i zmuszony do kontynuowania przejazdu. Krew u koni pojawia się: • w pysku i na języku – na skutek działania wędzidła i ręki zawodnika • w nozdrzach – w wyniku skrajnego przeciążenia oddechowego • na bokach tułowia – w wyniku używania ostróg Takie praktyki nie mają nic wspólnego z dobrostanem zwierząt i będą obowiązywać także podczas Cavaliady w Łodzi. [2] Hipokryzja ekologiczna Atlas Areny Atlas Arena deklaruje chęć bycia obiektem ekologicznym. Planowane i realizowane są: • sadzenie drzew i krzewów • przebudowa parkingów z panelami fotowoltaicznymi • systemy odzysku wody i butelek • elektryczne meleksy Jednocześnie jednak organizacja Cavaliady generuje ogromny ślad węglowy i cierpienie zwierząt. Transport jednego konia na duże zawody to od 1,6 do nawet 68 ton CO₂ rocznie (w zależności od dystansu i środka transportu, w tym lotniczego). Do tego dochodzą: • ciężarówki z przeszkodami • agregaty • logistyka techniczna • wyżywienie i pojenie koni Jedna czterodniowa edycja Cavaliady może zniszczyć roczne efekty ekologicznych inwestycji Atlas Areny. Nie można mówić o „zielonym obiekcie”, jednocześnie sprowadzając setki zwierząt w stresie i generując setki ton emisji CO₂. Wypadki ludzi Zawody jeździeckie to także ogromne ryzyko dla uczestników i uczestniczek. Przykładem dla tej tragedii jest 37 letnią Sarah Yorks, która w wyniku obrażeń podczas zawodów zmarła na miejscu i osierociła córkę. [4] Los koni nie może być ceną za widowisko! W przeszłości udało nam się powstrzymać wydarzenia oparte na wykorzystywaniu zwierząt, w tym rodeo w Gliwicach. Pokazaliśmy, że konsekwentne, legalne działania obywatelskie – takie jak protesty, petycje, nagłaśnianie sprawy w mediach oraz nacisk społeczny – są skuteczne. Tak samo będziemy działać również w tej sprawie. Nie jest to groźba, lecz zapowiedź korzystania z praw obywatelskich, które przysługują mieszkańcom i mieszkankom miasta w demokratycznym państwie. Źródła: [1]. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/40371753/ [2]. https://www.facebook.com/share/r/1FVRJodF8p/?mibextid=wwXIfr [3]. https://swiatkoni.pl/tragiczny-wypadek--nie-zyja-4-konie? [4]. https://sport.fakt.pl/inne-sporty/37-letna-zawodniczka-miala-wypadek-osierocila-mala-corke/66 z 100 PodpisyUtworzył(a) Przemysław Sapiński
-
Petycja w sprawie ograniczenia biologicznie szkodliwych środków na chodnikach Saskiej KępyPonieważ sposób zimowego utrzymania chodników ma bezpośredni i długofalowy wpływ na lokalną przyrodę, w tym na zwierzęta wolnożyjące i domowe, które na co dzień funkcjonują w przestrzeni Saskiej Kępy. Skutki stosowania biologicznie szkodliwych środków chemicznych nie kończą się wraz z ustąpieniem zimy, lecz kumulują się w środowisku i są odczuwalne przez cały rok. Stosowanie biologicznie szkodliwych środków chemicznych prowadzi do degradacji gleb miejskich, w tym ich zasalania i zaburzenia struktury, co skutkuje uszkodzeniami systemów korzeniowych drzew i krzewów oraz obniżeniem zdolności gleby do magazynowania wody. Konsekwencją są zamierające trawniki, osłabione drzewa i niska trwałość nowych nasadzeń. Degradacja zieleni oznacza jednocześnie niszczenie podstawowego środowiska życia wielu gatunków zwierząt miejskich, ograniczenie bazy pokarmowej oraz miejsc schronienia. Biologicznie szkodliwe środki chemiczne w szczególny sposób oddziałują na zwierzęta wolnożyjące, w tym licznie występujące na Saskiej Kępie jeże. Gatunek ten jest silnie uzależniony od jakości gleby i obecności bezkręgowców, których populacje gwałtownie spadają w środowisku zdegradowanym chemicznie. Pogorszenie stanu zieleni oznacza dla jeży utratę żerowisk, większe ryzyko odwodnienia oraz trudniejsze warunki przetrwania, zwłaszcza w okresach zimowych i wczesnowiosennych. Negatywne skutki dotyczą również ptaków, m.in. poprzez zaburzenia gospodarki wodnej oraz pośrednie skażenie środowiska, z którego czerpią pożywienie. Jednocześnie biologicznie szkodliwe środki chemiczne stanowią bezpośrednie zagrożenie dla zwierząt domowych i wolnożyjących. Powodują podrażnienia i uszkodzenia opuszek łap, a po wylizaniu – ryzyko połknięcia substancji drażniących. W przypadku zwierząt wolnożyjących skutki te nie są łagodzone żadną opieką i mają charakter długofalowy. Po wyschnięciu, środki chemiczne stosowane zimą, często w połączeniu z piaskiem, unoszą się w postaci pyłu, który pogarsza jakość powietrza i wpływa negatywnie zarówno na zdrowie mieszkańców, jak i zwierząt stale przebywających w przestrzeni ulicznej. Postulowane rozwiązanie jest istotne, ponieważ pozwala pogodzić bezpieczeństwo pieszych z ochroną zwierząt i lokalnej przyrody. Stosowanie alternatywnych metod ograniczania śliskości, takich jak piasek czy kruszywo, znacząco zmniejsza presję na środowisko, nie obniżając poziomu bezpieczeństwa. Zajęcie się tą sprawą jest ważne, ponieważ dotyczy odpowiedzialności za wspólną przestrzeń, w której obok ludzi funkcjonują także zwierzęta, a skutki decyzji podejmowanych zimą są odczuwalne przez cały rok.197 z 200 PodpisyUtworzył(a) Kama Wadecka
-
NIE dla myśliwych na WOŚP w Łodzi!Z dostępnych informacji wynika, że planowana obecność PZŁ w 34. Finale WOŚP byłaby trzecią z rzędu edycją, podczas której Polski Związek Łowiecki – poprzez swoich sokolników – prezentuje ptaki drapieżne oraz metody ich tresury w ramach wydarzenia WOŚP. Analogiczne prezentacje miały miejsce: podczas 32. Finału WOŚP (28.01.2024) [1] w Łodzi oraz 33. Finału WOŚP (25.01.2025) [2]. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy od ponad 30 lat jest symbolem empatii, troski o zdrowie, bezpieczeństwa dzieci oraz ochrony życia. Tegoroczny cel Finału – diagnostyka i leczenie chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów – w sposób szczególny podkreśla te wartości. Tym bardziej niezrozumiała i sprzeczna z ideą WOŚP jest obecność organizacji, której działalność statutowa opiera się na zabijaniu zwierząt, a której historia obciążona jest licznymi, tragicznymi w skutkach wypadkami z udziałem ludzi – w tym dzieci i młodzieży. Przypominamy, że w ostatnich latach miały miejsce m.in.: śmiertelne postrzelenie 16-letniego chłopca w Lublinie (01.11.2020) przez członka PZŁ, który – jak sam stwierdził – „pomylił go z dzikiem” i zbiegł z miejsca zdarzenia, śmiertelne postrzelenie dziecka przez myśliwego w Chachalni (2008), postrzelenie 11-letniego harcerza w Gródku nad Dunajcem (2020), postrzelenie 14-letniego chłopca w Załakowie koło Sierakowic. [3] Według publicznie dostępnych zestawień, w ciągu kilkunastu lat członkowie PZŁ postrzelili ponad 30 osób. Obecność myśliwych na wydarzeniach masowych, w których uczestniczą dzieci oraz zwierzęta, wiąże się więc z realnym zagrożeniem bezpieczeństwa oraz poważnym ryzykiem wizerunkowym. Co istotne, sam założyciel i prezes Fundacji WOŚP, Jurek Owsiak, wielokrotnie dystansował się od działalności Polskiego Związku Łowieckiego. W 2022 roku, podczas 30. Finału WOŚP, na wniosek Fundacji usunięto aukcję charytatywną wystawioną przez PZŁ, wskazując, że może ona negatywnie wpływać na wizerunek WOŚP. [4] W związku z powyższym pytamy, jak to możliwe, że pomimo jednoznacznego stanowiska Fundacji WOŚP wobec PZŁ, organizacja ta po raz trzeci została dopuszczona jako atrakcja wydarzenia realizowanego pod szyldem WOŚP na terenie Manufaktury. Uważamy, że dopuszczanie Polskiego Związku Łowieckiego do udziału w Finałach WOŚP: stoi w sprzeczności z wartościami, które WOŚP reprezentuje, stanowi poważny dysonans etyczny oraz jest działaniem szkodliwym wizerunkowo. Nie można jednocześnie promować pomocy, empatii i ochrony dzieci, a równocześnie normalizować obecności organizacji odpowiedzialnej za przemoc wobec zwierząt i tragiczne konsekwencje dla ludzi. Dlatego wzywamy Zarząd i właścicieli Manufaktury w Łodzi do: 1. cofnięcia zgody na udział Polskiego Związku Łowieckiego w 34. Finale WOŚP w Łodzi 2.podjęcia decyzji o niedopuszczaniu PZŁ do udziału w przyszłych edycjach Finałów WOŚP organizowanych na terenie Manufaktury. Z wyrazami szacunku, Osoby podpisane pod petycją [1] Zapraszamy do udziału w 32 Finale WOŚP w dniu 28 stycznia 2024 r., https://lodz.pzlow.pl, dostęp: 5 stycznia 2026 r. [2] 33. Finał WOŚP w Manufakturze, https://uml.lodz.pl, 5 stycznia 2026 r., dostęp: 5 stycznia 2026 r. [3] O wypadkach podczas polowań: https://www.facebook.com/share/p/186WxoswEj/?mibextid=wwXIfr [4] Jurek Owsiak usunął aukcję myśliwych. Agnieszka Woźniak-Starak komentuje, www.onet.pl, dostęp: 5 stycznia 2026.6 148 z 7 000 PodpisyUtworzył(a) Przemysław Sapiński
-
Malbork bez huku – w trosce o seniorów, chorych i zwierzęta!1. Argument prawny: Obowiązek zapewnienia spokoju i bezpieczeństwa • Prawo do odpoczynku: Zgodnie z Kodeksem Wykroczeń (art. 51), zakłócanie spokoju i porządku publicznego jest karalne. Obecna sytuacja, w której petardy wybuchają na osiedlach przez wiele dni przed i po Sylwestrze, jest systematycznym łamaniem tego prawa. • Art. 7 Konstytucji RP: Nakłada na organy władzy publicznej obowiązek ochrony zdrowia obywateli. Hałas powyżej 120 dB (a tyle generują petardy) jest uznawany za szkodliwy czynnik fizyczny. 2. Argument społeczny: Ochrona grup wrażliwych (Seniorzy i Zwierzęta) • Zdrowie publiczne: Malbork, jak wiele miast, boryka się z problemem starzenia się społeczeństwa. Nagły huk dla osoby z arytmią, nadciśnieniem czy po zawałach to realne ryzyko pogorszenia stanu zdrowia, a nawet zgonu. • Psychologia traumy: Huk petard jest traumatyczny dla dzieci z autyzmem oraz osób z zespołem stresu pourazowego (PTSD). • Dobrostan zwierząt: Ustawa o ochronie zwierząt (art. 1) mówi wyraźnie, że „zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę”. Pozwalanie na niekontrolowane wybuchy jest formą przyzwolenia na znęcanie się nad zwierzętami. 3. Argument bezpieczeństwa i ekologii To przemawia do urzędników dbających o budżet i mienie miasta. • Zagrożenie pożarowe: Malbork ma wiele budynków o gęstej zabudowie oraz zabytkową architekturę. Niekontrolowany lot racy to ryzyko pożaru poddaszy i balkonów. • Zanieczyszczenie środowiska: Pirotechnika to nie tylko hałas, to także metale ciężkie (stront, bar, miedź) i pyły PM10, które opadają na nasze ulice i do rzeki Nogat. • Koszty sprzątania: Miasto ponosi koszty sprzątania ton plastiku i papieru po wypalonych materiałach pirotechnicznych. “„Zajęcie się zakazem pirotechniki w Malborku jest konieczne, ponieważ obecny stan rzeczy przedkłada chwilową rozrywkę nielicznych nad konstytucyjne prawo do spokoju, zdrowia i bezpieczeństwa większości mieszkańców – w szczególności seniorów oraz bezbronnych zwierząt.””7 z 100 PodpisyUtworzył(a) Bogdan Steinborn


.jpg)
%20(6).png)
%20(4).png)






