• LIST OTWARTY SPOŁECZNOŚCI LINII OTWOCKIEJ
    My, mieszkanki i mieszkańcy dawnych nadwiślańskich letnisk, chcemy być dumni z Linii Otwockiej, która jest główną osią, kręgosłupem naszych miejscowości. Chcemy, żeby modernizacja nie ignorowała kontekstu i lokalnego dziedzictwa, lecz realizowała wartości ważne dla ludzi, którzy tu żyją i którzy są zarazem codziennymi użytkownikami tej linii. Dlatego żadamy: • Natychmiastowego zabezpieczenia środków na wyrównanie szkód krajobrazowych i przyrodniczych na Linii Otwockiej; • Rzetelnego projektu nowych nasadzeń, który realnie przywróci zielony charakter tej trasy, nie symbolicznych kilku drzewek przy tabliczce z nazwą inwestora; • Spójnej koncepcji estetycznej nawiązującej do wybitnych założeń z 1936 roku i tradycji naszych okolic – nie plastikowych blaszanych ekranów pokrytych brudem i bazgrołami, takich jak te, które widzieliśmy w dziesiątkach innych wcześniejszych realizacji;  • Przemyślanego planu parkingów zintegrowanych z nowymi przystankami, które zabezpieczą potrzeby mieszkańców i zachęcą do korzystania z kolei; • Remontu budynków Stacji Falenica i drewnianego tzw. Starego Dworca w Falenicy, zgodnie z zaleceniami konserwatorskimi; • Godnego upamiętnienia rampy i miejsc związanych z Holokaustem – z prawdziwym planem edukacyjnym i kulturalnym, nie makiety wstawionej w przypadkowe miejsce. Mamy dość niedasizmu. Mamy dość prowizorki, która ośmiesza polskie państwo – 20. gospodarkę świata. Mamy dość inwestycji robionych wbrew ludziom, a nie dla nich. Oczekujemy otwarcie i transparentnie przedstawionego, kompleksowego planu działania – takiego, który przywróci wysokiej jakości zieleń, ocali krajobraz i przedwojenne zabytki, uszanuje miejsca pamięci, zapewni przestrzeń kulturalną i ułatwi, a nie utrudni, codzienne życie mieszkańców.  Nie potrzebujemy ministrów oraz innych oficjeli przecinających wstęgi. Potrzebujemy dobrej, skoordynowanej roboty – opartej na szacunku do ludzi, dziedzictwa i środowiska. Na mniej jako społeczność Linii Otwockiej nie zasługujemy. Warszawa – Józefów – Otwock,  22 marca 2026 r. Do:  Sz. Pan Dariusz Klimczak Minister Infrastruktury Sz. Pani Marta Cienkowska Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Sz. Pani Paulina Hennig-Kloska Ministra Klimatu i Środowiska Do wiadomości: Sz. Pan Rafał Trzaskowski Prezydent m. st. Warszawa Sz. Pan Marek Banaszak Burmistrz Miasta Józefowa Sz. Pan Jarosław Margielski Prezydent Miasta Otwock Sz. Pan Marcin Dawidowicz Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków Sz. Pan Piotr Wyborski Prezes Zarządu PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. Sz. Pan Alan Beroud Prezes Zarządu PKP S.A.
    2 780 z 3 000 Podpisy
    Utworzył(a) Leniwy Szlaban i Przyjaciele
  • Mówimy STOP dezinformacji o wilkach!
    Ochrona przyrody wymaga nie tylko narzędzi prawnych. Wymaga też ochrony samej debaty publicznej przed zniekształceniem przez dezinformację.
    2 297 z 3 000 Podpisy
    Utworzył(a) Akcja Demokracja Picture
  • Ratujmy bobry przed masakrą na Pomorzu!
    Bobry zatrzymują w Polsce dziesiątki milionów metrów sześciennych wody rocznie, podnosząc poziom wód gruntowych i łagodząc suszę – likwidacja tam pogorszy kryzys wodny i zwiększy ryzyko powodzi. Rocznie niszczonych jest ok. 20 tys. tam, co zabija bobry, ryby, ptaki i żaby zależne od rozlewisk. „Bobry wracają i budują nowe tamy, które znów niszczą. Płoszenie akustyczne wypędza je z nor, by zasypać – to eksterminacja” – Jolanta Zadrożna, Stowarzyszenie „Nasz Bóbr” [1]. ​ W dobie suszy bobry pracują dla nas za darmo nad małą retencją. Nie niszczmy ich z powodu rutynowych wniosków władz! Razem możemy ocalić bobrze rodziny i wzmocnić naszą odporność na zmiany klimatu. [1] Na Pomorzu Wody Polskie chcą zniszczyć tamy bobrów w 160 miejscach, Oko. press, 20 lutego 2026 r.
    8 205 z 9 000 Podpisy
    Utworzył(a) Akcja Demokracja
  • Jawność i dialog chronią zwierzęta. Stop niszczeniu standardów w schronisku na Paluchu
    Jawność i kontrola społeczna to podstawowe mechanizmy ochrony psów i kotów przebywających w schroniskach. Gdy ich brakuje, błędy nie są korygowane, są zamiatane pod dywan, a konsekwencje tego ponoszą zwierzęta. HISTORIA KOTA BALIEGO pokazuje to w praktyce: Bali trafił do Schroniska na Paluchu w lutym 2025 roku. Przez niemal rok jego całym światem była klatka ustawiona na podłodze kociego szpitala - niecały metr kwadratowy przestrzeni, widok na ścianę, brak możliwości swobodnego ruchu, eksploracji i regularnego kontaktu z człowiekiem. Miesiące zamknięcia, stresu i monotonii stały się codziennością kota, który trafił do miejsca deklarującego, że jego misją jest dawanie zwierzętom „drugiej szansy”. W tym czasie Bali pozostawał w praktyce niewidoczny w systemie adopcyjnym. Schronisko, mimo posiadania profilu w mediach społecznościowych obserwowanego przez ponad 160 tysięcy osób, przez wiele miesięcy nie publikowało żadnych treści promujących kota do adopcji. Dopiero po złożeniu przez wolontariat wniosku o informację publiczną dotyczącego dotychczasowych działań promocyjnych podjętych przez Schronisko pojawiło się pierwsze ogłoszenie kota. W zbiorczym poście, dzielonym z innymi kotami. W odpowiedzi na wniosek wolontariusze dostali również informację, że Schronisko nie odnotowało żadnych telefonów w sprawie Baliego -  co nie dziwi. Zwierzę, którego się nie pokazuje i nie promuje, nie ma szans zostać zauważone. W tym samym czasie wolontariat - mimo ograniczanego dostępu do kociego szpitala i braku odpowiedzi na kierowane do schroniska pytania - podejmował próby ratowania sytuacji. To wolontariuszki przygotowywały opisy, wykonywały zdjęcia, zabiegały o informacje o stanie zdrowia Baliego, aby móc rzetelnie promować go do adopcji. Dopiero ich  ogłoszenia w mediach społecznościowych sprawiły, że jedna osoba zwróciła uwagę na kota i zdecydowała się dać mu dom. Bali opuścił schronisko w styczniu 2026 roku. Historia Baliego nie jest opowieścią o jednym „pechowym” kocie. Jest ostrzeżeniem. Pokazuje, jak ogromną rolę w funkcjonowaniu schroniska odgrywa wolontariat i jak dramatyczne skutki przynosi jego marginalizowanie. Wolontariuszki i wolontariusze pracują ze zwierzętami: przygotowują ogłoszenia adopcyjne, prowadzą profile swoich podopiecznych w mediach społecznościowych, wyprowadzają psy na spacery, bawią się z kotami spragnionymi kontaktu z człowiekiem, pracują nad socjalizacją i często jako pierwsi zauważają sygnały pogorszenia zdrowia lub dobrostanu psychicznego zwierząt. W schronisku działającym pod dużą presją i przy ograniczonych zasobach kadrowych wolontariat często jest jedynym stałym głosem konkretnego zwierzęcia. Pełni także funkcję społecznej kontroli. Pozwala szybciej wychwycić błędy proceduralne i zaniedbania, zanim przerodzą się w dramaty. Gdy wolontariat ma stały dostęp do zwierząt, rzetelne informacje i możliwość bycia równorzędną stroną dialogu, system działa lepiej. Gdy wolontariat jest uciszany,  ignorowany i wypychany poza proces decyzyjny tracimy jeden z najważniejszych bezpieczników w ochronie bezdomnych zwierząt. Brak jawności i dialogu nie jest problemem abstrakcyjnym. Ma realne skutki: miesiące spędzone w klatce, utracone szanse adopcyjne, cierpienie zwierząt i wypalenie ludzi, którzy bez wynagrodzenia poświęcają swój czas i energię. Historia Baliego pokazuje, że bez standardów i realnej współpracy z wolontariatem nawet „dobre schronisko” może zawieść.
    2 809 z 3 000 Podpisy
    Utworzył(a) Wolontariusze i wolontariuszki
  • Nie chcemy fajerwerków we Wrocławiu!
    Używanie fajerwerków, petard, rac i sztucznych ogni wiąże się z realnymi zagrożeniami dla ludzi i zwierząt, powoduje urazy, pożary, silny hałas oraz stres, szczególnie dotkliwy dla dzieci, osób starszych, chorych, osób wrażliwych, ptaków, zwierząt dzikich i domowych. Negatywne skutki pirotechniki obejmują również pogorszenie jakości powietrza i wody, a także wysokie koszty interwencji służb ratunkowych i porządkowych, które ponoszą wszyscy obywatele. Są to konsekwencje, którym można przeciwdziałać poprzez rozsądne, lokalnie dostosowane regulacje. Apelujemy o uznanie, że korzystanie z wyrobów pirotechnicznych nie stanowi prawa podstawowego ani konieczności społecznej, lecz formę rozrywki, która w gęsto zaludnionych obszarach miejskich generuje poważne koszty społeczne i środowiskowe. Działania samorządu, podejmowane w odpowiedzi na te zagrożenia, nie są działaniami przeciwko obywatelom i obywatelkom, lecz wyrazem troski o dobro wspólne i realizacją ustawowych obowiązków w zakresie porządku publicznego, bezpieczeństwa i ochrony zdrowia. Wrocław może stać się przykładem dla innych miast w Polsce, pokazując, że dialog społeczny, oparcie decyzji na doświadczeniach mieszkańców i mieszkanek oraz wprowadzanie proporcjonalnych ograniczeń są możliwe i potrzebne. Prosimy, by przy ocenie tej uchwały wziąć pod uwagę nie tylko literalne brzmienie przepisów, lecz także realne skutki społeczne oraz potencjał wypracowania dobrych praktyk, z których będą mogły korzystać inne samorządy w całym kraju. Wszyscy i wszystkie chcemy czuć się bezpiecznie w swoich domach, na swoich osiedlach i w swoim mieście. Pragniemy, by nasze rodziny oraz zwierzęta, którymi się opiekujemy również wiodły życie spokojne, bezpieczne, w zdrowiu. Niestety jest to niemożliwe, gdy w okresie sylwestrowym, w weekendy, zwłaszcza w lecie, gdy odbywają się liczne imprezy, wieczorami rozlegają się dźwięki wystrzałów. To zagrożenie dla ptaków, dla dzikich zwierząt, które zamieszkują Wrocław i okolice. Wrocław jest i zawsze był miastem, w którym jest miejsce dla wszystkich.  Chcemy, by było tak nadal. Apelujemy o to, by decyzje były podejmowane z myślą o wszystkich: o ludziach, zwierzętach, środowisku.  Chcemy także podkreślić, że pod apelem o zakaz sprzedaży fajerwerków i petard podpisało się ponad 40 000 osób z całej Polski. Pokazuje to, jak istotna jest to sprawa dla polskiego społeczeństwa. 
    1 473 z 2 000 Podpisy
    Utworzył(a) Akcja Demokracja Picture
  • Nie dla Cavaliada w mieście jednorożców
    Cavaliada, podobnie jak wiele innych wydarzeń jeździeckich, promuje widowisko, które na pierwszy rzut oka może wydawać się eleganckie, pełne pasji i harmonii. Jednak za tą fasadą kryje się rzeczywistość, której widzowie nie widzą – rzeczywistość bólu, przymusu i tresury opartej na strachu. Konie są zwierzętami wrażliwymi, społecznymi i inteligentnymi. W naturalnych warunkach tworzą relacje, przeżywają emocje i kierują się instynktem unikania bólu. W sporcie jeździeckim są jednak traktowane jak narzędzia do osiągania wyników, zmuszane do nienaturalnych ruchów, przeciążania organizmu oraz łamania granic fizycznych i psychicznych w imię ludzkiej rywalizacji, nagród i prestiżu. Jednym z największych problemów współczesnego jeździectwa jest brutalna tresura, często odbywająca się poza wzrokiem publiczności. Stosuje się przemocowe techniki, takie jak rollkur – wymuszone, bolesne ułożenie szyi i głowy prowadzące do duszności, stresu i bólu. Używa się ostrych wędzideł, batów i ostróg, które ranią pysk, język, boki tułowia i tkanki miękkie koni. Skoki przez wysokie przeszkody oraz intensywne treningi powodują ogromne przeciążenia stawów, ścięgien i kręgosłupa, prowadząc do: • urazów mięśniowo-szkieletowych • uszkodzeń stawów • zerwań ścięgien • odłamków kostnych i złamań • oraz nagłych zgonów wysiłkowych Co mówi nauka o przeciążaniu koni Naukowe badania analizujące zgony koni w sportach jeździeckich w latach 1998–2023 wykazały, że w 110 udokumentowanych przypadkach śmierci koni aż 36,4% stanowiły nagłe zgony, a kolejne 36,4% – ciężkie urazy mięśniowo-szkieletowe. Oznacza to, że ponad 70% śmierci koni nastąpiło nie w wyniku upadków, lecz dlatego, że organizm zwierzęcia nie wytrzymał przeciążeń narzuconych przez sport jeździecki. To ma bezpośrednie znaczenie dla takich konkurencji jak ujeżdżenie i skoki, gdzie konie są poddawane długotrwałemu treningowi, nienaturalnym pozycjom ciała, pracy na wędzidle, napięciu mięśni i skrajnemu obciążaniu układu ruchu oraz układu krążenia. Dane te pokazują, że sam sposób użytkowania koni w sporcie może prowadzić do ich śmierci – nawet bez widocznego wypadku. [1] Transport jako realne zagrożenie życia koni Równie niebezpieczny jest transport koni na zawody. Zwierzęta są przewożone setki lub tysiące kilometrów w stresie, ścisku i zmiennych warunkach. W 2021 roku w Wielkiej Brytanii cztery konie zginęły podczas transportu, gdy zepsuła się ciężarówka przewożąca je dla zawodnika Nicka Gauntletta. To dowodzi, że samo przewożenie koni na imprezy sportowe jest realnym zagrożeniem dla ich życia.  [3] Zmiany przepisów FEI – legalizacja cierpienia Od 1 stycznia 2026 roku Międzynarodowa Federacja Jeździecka (FEI) wprowadza przepisy, zgodnie z którymi krwawienie u konia nie musi już skutkować eliminacją zawodnika – koń może zostać wytarty z krwi i zmuszony do kontynuowania przejazdu. Krew u koni pojawia się: • w pysku i na języku – na skutek działania wędzidła i ręki zawodnika • w nozdrzach – w wyniku skrajnego przeciążenia oddechowego • na bokach tułowia – w wyniku używania ostróg Takie praktyki nie mają nic wspólnego z dobrostanem zwierząt i będą obowiązywać także podczas Cavaliady w Łodzi. [2] Hipokryzja ekologiczna Atlas Areny Atlas Arena deklaruje chęć bycia obiektem ekologicznym. Planowane i realizowane są: • sadzenie drzew i krzewów • przebudowa parkingów z panelami fotowoltaicznymi • systemy odzysku wody i butelek • elektryczne meleksy Jednocześnie jednak organizacja Cavaliady generuje ogromny ślad węglowy i cierpienie zwierząt. Transport jednego konia na duże zawody to od 1,6 do nawet 68 ton CO₂ rocznie (w zależności od dystansu i środka transportu, w tym lotniczego). Do tego dochodzą: • ciężarówki z przeszkodami • agregaty • logistyka techniczna • wyżywienie i pojenie koni Jedna czterodniowa edycja Cavaliady może zniszczyć roczne efekty ekologicznych inwestycji Atlas Areny. Nie można mówić o „zielonym obiekcie”, jednocześnie sprowadzając setki zwierząt w stresie i generując setki ton emisji CO₂. Wypadki ludzi Zawody jeździeckie to także ogromne ryzyko dla uczestników i uczestniczek. Przykładem dla tej tragedii jest 37 letnią Sarah Yorks, która w wyniku obrażeń podczas zawodów zmarła na miejscu i osierociła córkę. [4] Los koni nie może być ceną za widowisko! W przeszłości udało nam się powstrzymać wydarzenia oparte na wykorzystywaniu zwierząt, w tym rodeo w Gliwicach. Pokazaliśmy, że konsekwentne, legalne działania obywatelskie – takie jak protesty, petycje, nagłaśnianie sprawy w mediach oraz nacisk społeczny – są skuteczne. Tak samo będziemy działać również w tej sprawie. Nie jest to groźba, lecz zapowiedź korzystania z praw obywatelskich, które przysługują mieszkańcom i mieszkankom miasta w demokratycznym państwie. Źródła: [1]. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/40371753/ [2]. https://www.facebook.com/share/r/1FVRJodF8p/?mibextid=wwXIfr [3]. https://swiatkoni.pl/tragiczny-wypadek--nie-zyja-4-konie? [4]. https://sport.fakt.pl/inne-sporty/37-letna-zawodniczka-miala-wypadek-osierocila-mala-corke/
    65 z 100 Podpisy
    Utworzył(a) Przemysław Sapiński
  • Petycja w sprawie ograniczenia biologicznie szkodliwych środków na chodnikach Saskiej Kępy
    Ponieważ sposób zimowego utrzymania chodników ma bezpośredni i długofalowy wpływ na lokalną przyrodę, w tym na zwierzęta wolnożyjące i domowe, które na co dzień funkcjonują w przestrzeni Saskiej Kępy. Skutki stosowania biologicznie szkodliwych środków chemicznych nie kończą się wraz z ustąpieniem zimy, lecz kumulują się w środowisku i są odczuwalne przez cały rok. Stosowanie biologicznie szkodliwych środków chemicznych prowadzi do degradacji gleb miejskich, w tym ich zasalania i zaburzenia struktury, co skutkuje uszkodzeniami systemów korzeniowych drzew i krzewów oraz obniżeniem zdolności gleby do magazynowania wody. Konsekwencją są zamierające trawniki, osłabione drzewa i niska trwałość nowych nasadzeń. Degradacja zieleni oznacza jednocześnie niszczenie podstawowego środowiska życia wielu gatunków zwierząt miejskich, ograniczenie bazy pokarmowej oraz miejsc schronienia. Biologicznie szkodliwe środki chemiczne w szczególny sposób oddziałują na zwierzęta wolnożyjące, w tym licznie występujące na Saskiej Kępie jeże. Gatunek ten jest silnie uzależniony od jakości gleby i obecności bezkręgowców, których populacje gwałtownie spadają w środowisku zdegradowanym chemicznie. Pogorszenie stanu zieleni oznacza dla jeży utratę żerowisk, większe ryzyko odwodnienia oraz trudniejsze warunki przetrwania, zwłaszcza w okresach zimowych i wczesnowiosennych. Negatywne skutki dotyczą również ptaków, m.in. poprzez zaburzenia gospodarki wodnej oraz pośrednie skażenie środowiska, z którego czerpią pożywienie. Jednocześnie biologicznie szkodliwe środki chemiczne stanowią bezpośrednie zagrożenie dla zwierząt domowych i wolnożyjących. Powodują podrażnienia i uszkodzenia opuszek łap, a po wylizaniu – ryzyko połknięcia substancji drażniących. W przypadku zwierząt wolnożyjących skutki te nie są łagodzone żadną opieką i mają charakter długofalowy. Po wyschnięciu, środki chemiczne stosowane zimą, często w połączeniu z piaskiem, unoszą się w postaci pyłu, który pogarsza jakość powietrza i wpływa negatywnie zarówno na zdrowie mieszkańców, jak i zwierząt stale przebywających w przestrzeni ulicznej. Postulowane rozwiązanie jest istotne, ponieważ pozwala pogodzić bezpieczeństwo pieszych z ochroną zwierząt i lokalnej przyrody. Stosowanie alternatywnych metod ograniczania śliskości, takich jak piasek czy kruszywo, znacząco zmniejsza presję na środowisko, nie obniżając poziomu bezpieczeństwa. Zajęcie się tą sprawą jest ważne, ponieważ dotyczy odpowiedzialności za wspólną przestrzeń, w której obok ludzi funkcjonują także zwierzęta, a skutki decyzji podejmowanych zimą są odczuwalne przez cały rok.
    196 z 200 Podpisy
    Utworzył(a) Kama Wadecka
  • NIE dla myśliwych na WOŚP w Łodzi!
    Z dostępnych informacji wynika, że planowana obecność PZŁ w 34. Finale WOŚP byłaby trzecią z rzędu edycją, podczas której Polski Związek Łowiecki – poprzez swoich sokolników – prezentuje ptaki drapieżne oraz metody ich tresury w ramach wydarzenia WOŚP. Analogiczne prezentacje miały miejsce: podczas 32. Finału WOŚP (28.01.2024) [1] w Łodzi oraz 33. Finału WOŚP (25.01.2025) [2]. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy od ponad 30 lat jest symbolem empatii, troski o zdrowie, bezpieczeństwa dzieci oraz ochrony życia. Tegoroczny cel Finału – diagnostyka i leczenie chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów – w sposób szczególny podkreśla te wartości. Tym bardziej niezrozumiała i sprzeczna z ideą WOŚP jest obecność organizacji, której działalność statutowa opiera się na zabijaniu zwierząt, a której historia obciążona jest licznymi, tragicznymi w skutkach wypadkami z udziałem ludzi – w tym dzieci i młodzieży. Przypominamy, że w ostatnich latach miały miejsce m.in.: śmiertelne postrzelenie 16-letniego chłopca w Lublinie (01.11.2020) przez członka PZŁ, który – jak sam stwierdził – „pomylił go z dzikiem” i zbiegł z miejsca zdarzenia, śmiertelne postrzelenie dziecka przez myśliwego w Chachalni (2008), postrzelenie 11-letniego harcerza w Gródku nad Dunajcem (2020), postrzelenie 14-letniego chłopca w Załakowie koło Sierakowic. [3] Według publicznie dostępnych zestawień, w ciągu kilkunastu lat członkowie PZŁ postrzelili ponad 30 osób. Obecność myśliwych na wydarzeniach masowych, w których uczestniczą dzieci oraz zwierzęta, wiąże się więc z realnym zagrożeniem bezpieczeństwa oraz poważnym ryzykiem wizerunkowym. Co istotne, sam założyciel i prezes Fundacji WOŚP, Jurek Owsiak, wielokrotnie dystansował się od działalności Polskiego Związku Łowieckiego. W 2022 roku, podczas 30. Finału WOŚP, na wniosek Fundacji usunięto aukcję charytatywną wystawioną przez PZŁ, wskazując, że może ona negatywnie wpływać na wizerunek WOŚP. [4]  W związku z powyższym pytamy, jak to możliwe, że pomimo jednoznacznego stanowiska Fundacji WOŚP wobec PZŁ, organizacja ta po raz trzeci została dopuszczona jako atrakcja wydarzenia realizowanego pod szyldem WOŚP na terenie Manufaktury. Uważamy, że dopuszczanie Polskiego Związku Łowieckiego do udziału w Finałach WOŚP: stoi w sprzeczności z wartościami, które WOŚP reprezentuje, stanowi poważny dysonans etyczny oraz jest działaniem szkodliwym wizerunkowo. Nie można jednocześnie promować pomocy, empatii i ochrony dzieci, a równocześnie normalizować obecności organizacji odpowiedzialnej za przemoc wobec zwierząt i tragiczne konsekwencje dla ludzi. Dlatego wzywamy Zarząd i właścicieli Manufaktury w Łodzi do: 1. cofnięcia zgody na udział Polskiego Związku Łowieckiego w 34. Finale WOŚP w Łodzi 2.podjęcia decyzji o niedopuszczaniu PZŁ do udziału w przyszłych edycjach Finałów WOŚP organizowanych na terenie Manufaktury. Z wyrazami szacunku, Osoby podpisane pod petycją [1] Zapraszamy do udziału w 32 Finale WOŚP w dniu 28 stycznia 2024 r., https://lodz.pzlow.pl, dostęp: 5 stycznia 2026 r. [2] 33. Finał WOŚP w Manufakturze, https://uml.lodz.pl, 5 stycznia 2026 r., dostęp: 5 stycznia 2026 r. [3] O wypadkach podczas polowań: https://www.facebook.com/share/p/186WxoswEj/?mibextid=wwXIfr [4] Jurek Owsiak usunął aukcję myśliwych. Agnieszka Woźniak-Starak komentuje, www.onet.pl, dostęp: 5 stycznia 2026.
    6 148 z 7 000 Podpisy
    Utworzył(a) Przemysław Sapiński
  • Malbork bez huku – w trosce o seniorów, chorych i zwierzęta!
    ​1. Argument prawny: Obowiązek zapewnienia spokoju i bezpieczeństwa • ​Prawo do odpoczynku: Zgodnie z Kodeksem Wykroczeń (art. 51), zakłócanie spokoju i porządku publicznego jest karalne. Obecna sytuacja, w której petardy wybuchają na osiedlach przez wiele dni przed i po Sylwestrze, jest systematycznym łamaniem tego prawa. • ​Art. 7 Konstytucji RP: Nakłada na organy władzy publicznej obowiązek ochrony zdrowia obywateli. Hałas powyżej 120 dB (a tyle generują petardy) jest uznawany za szkodliwy czynnik fizyczny. ​2. Argument społeczny: Ochrona grup wrażliwych (Seniorzy i Zwierzęta) • ​Zdrowie publiczne: Malbork, jak wiele miast, boryka się z problemem starzenia się społeczeństwa. Nagły huk dla osoby z arytmią, nadciśnieniem czy po zawałach to realne ryzyko pogorszenia stanu zdrowia, a nawet zgonu. • ​Psychologia traumy: Huk petard jest traumatyczny dla dzieci z autyzmem oraz osób z zespołem stresu pourazowego (PTSD). • ​Dobrostan zwierząt: Ustawa o ochronie zwierząt (art. 1) mówi wyraźnie, że „zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę”. Pozwalanie na niekontrolowane wybuchy jest formą przyzwolenia na znęcanie się nad zwierzętami. ​3. Argument bezpieczeństwa i ekologii ​To przemawia do urzędników dbających o budżet i mienie miasta. • ​Zagrożenie pożarowe: Malbork ma wiele budynków o gęstej zabudowie oraz zabytkową architekturę. Niekontrolowany lot racy to ryzyko pożaru poddaszy i balkonów. • ​Zanieczyszczenie środowiska: Pirotechnika to nie tylko hałas, to także metale ciężkie (stront, bar, miedź) i pyły PM10, które opadają na nasze ulice i do rzeki Nogat. • ​Koszty sprzątania: Miasto ponosi koszty sprzątania ton plastiku i papieru po wypalonych materiałach pirotechnicznych. “„Zajęcie się zakazem pirotechniki w Malborku jest konieczne, ponieważ obecny stan rzeczy przedkłada chwilową rozrywkę nielicznych nad konstytucyjne prawo do spokoju, zdrowia i bezpieczeństwa większości mieszkańców – w szczególności seniorów oraz bezbronnych zwierząt.””
    7 z 100 Podpisy
    Utworzył(a) Bogdan Steinborn
  • STOP Lex Szyszko II! Nie dla milczącej zgody na masową wycinkę drzew!
    “LexSzyszko” pokazało, że wystarczy kilka pozornie technicznych zmian w ustawie, by w krótkim czasie doprowadzić do „cichej masakry” drzew, z której nie da się łatwo wycofać. Teraz rząd dyskutuje nad przepisami, które mogą doprowadzić do powtórki tych wydarzeń! A prawdziwą cenę zapłacimy wszyscy: utratą cienia w upały, większym hałasem, gorszą jakością powietrza i chaotycznie przekształconą przestrzenią, w której żyją każdego dnia. Lex Szyszko to potoczna nazwa nowelizacji ustawy o ochronie przyrody wprowadzonej za rządów PiS 1 stycznia 2017 r.​ Ułatwiała ona wycinkę drzew i krzewów przez osoby fizyczne na prywatnych nieruchomościach bez zezwolenia (po zgłoszeniu i braku sprzeciwu w 6 tygodni), co doprowadziło do masowej wycinki nawet 3 mln drzew w ciągu kilku miesięcy, dewastując miejskie i wiejskie zielenie. Rząd zaproponował rozwiązanie, które w praktyce może otworzyć drzwi do powtórki z tamtej katastrofy – milczącą zgodę na wycinkę drzew po 60 dniach braku reakcji urzędu. Zamiast realnie wzmacniać administrację, zwiększyć liczbę etatów i kompetencje urzędników oraz usprawniać procedury, państwo mówi: „jeśli nie zdążymy, drzewa przegrają”.  Jest jednak nadzieja: pod presją społeczną rząd wycofał ustawę z Sejmu i zamierza prowadzić dalsze rozmowy na temat proponowanych zmian. Daje to możliwość, aby nasz głos sprzeciwu został wzięty pod uwagę! Dyskutowane przepisy odwrócenie logiki ochrony przyrody – zamiast domyślnej ochrony mamy domyślną zgodę na zniszczenie, nawet w pobliżu obszarów cennych przyrodniczo. To szczególnie groźne tam, gdzie kadry są najsłabsze: w małych gminach, biedniejszych regionach, na terenach wiejskich, gdzie pojedyncze aleje czy stare drzewa są często jedyną „infrastrukturą klimatyczną”. Tymczasem Państwowa Rada Ochrony Przyrody jasno wskazała, że nie przedstawiono danych dowodzących, iż obecne przepisy powodują masowe opóźnienia, a wiele spraw załatwianych jest szybciej niż w ustawowych terminach. Zamiast więc rozwiązywać udokumentowany problem, projekt tworzy nowy: przekształca błąd, zaniedbanie czy przeciążenie urzędu w automatyczną zgodę na wycinkę.  W praktyce mogłoby oznaczać to, że o losie drzew – pełniących funkcję naturalnych filtrów powietrza, osłony przed suszą i upałem – może przesądzić brak czasu i ludzi w urzędzie. To nie jest „deregulacja”, to przerzucenie odpowiedzialności na przyrodę, która nie może się sama obronić. Po Lex Szyszko widzieliśmy osiedla pozbawione zieleni, przydrożne aleje wycięte w kilka tygodni, i dramat lokalnych społeczności, które dowiadywały się o wycince, gdy było już za późno. Czy naprawdę chcemy kolejny raz oddać przyszłość naszych drzew w ręce pośpiechu, zaniedbań i milczenia urzędów?
    4 061 z 5 000 Podpisy
    Utworzył(a) Akcja Demokracja
  • Zakaz i wycofanie ze sprzedaży lepów na gryzonie - STOP bestialstwu!
    Pułapki lepowe nie zabijają. One skazują na powolne konanie. Zwierzęta godzinami lub dniami szarpią się, wyrywają sobie sierść i skórę, łamią kończyny, umierają z odwodnienia, głodu, wycieńczenia albo w wyniku niewydolności krążenia spowodowanej skrajnym stresem i bólem. To nie jest „kontrola szkodników”. To jest zadawanie cierpienia bez konieczności i bez kontroli. Co więcej, pułapki lepowe są całkowicie nieselektywne — przyklejają się do nich ptaki, jeże, nietoperze oraz zwierzęta domowe. W wielu przypadkach są to gatunki chronione. Ich śmierć nie jest „skutkiem ubocznym”. Jest bezpośrednią konsekwencją dopuszczenia tego produktu do obrotu. Pułapki lepowe są sprzeczne z obowiązującym prawem Stosowanie pułapek klejowych narusza fundamentalne przepisy Ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt, w szczególności: • Art. 1 ust. 1 • “Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Dopuszczanie narzędzi powodujących długotrwały ból stoi w oczywistej sprzeczności z tym przepisem.” • Art. 4 pkt 2 • “Humanitarne traktowanie zwierząt to takie traktowanie, które uwzględnia potrzeby zwierzęcia i zapewnia mu opiekę oraz ochronę. Pułapki lepowe z definicji nie zapewniają ani opieki, ani ochrony.” • Art. 6 ust. 1 • “Zabrania się znęcania nad zwierzętami.” • Art. 6 ust. 2 pkt 1 i 3 Za znęcanie uznaje się m.in.: • zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu i cierpień, • utrzymywanie zwierząt w warunkach powodujących cierpienie.  Pułapka lepowa spełnia oba te kryteria jednocześnie. • Art. 33 ust. 1 • “Uśmiercanie zwierząt powinno być dokonywane w sposób humanitarny, powodujący natychmiastową utratę świadomości i minimalne cierpienie. Pułapki klejowe nie spełniają żadnego z tych warunków.”  XXI wieku, przy dostępności skutecznych i mniej okrutnych metod, utrzymywanie w sprzedaży narzędzi opartych na długotrwałym cierpieniu jest moralnie i prawnie nie do obrony. Jeżeli uznajemy, że zwierzę potrafi cierpieć — a polskie prawo mówi to wprost — to mamy obowiązek powiedzieć „stop” praktykom, które z cierpienia czynią metodę.
    28 z 100 Podpisy
    Utworzył(a) Justyna Szymczak
  • Chodniki dla pieszych, nie dla hulajnóg!
    Chodniki nie są torami wyścigowymi! Coraz więcej Polek i Polaków czuje się zagrożonych przez elektryczne hulajnogi pędzące po ścieżkach i deptakach. To, co miało być symbolem nowoczesnej mobilności, stało się źródłem strachu i chaosu w przestrzeni publicznej. W 2025 roku tylko do połowy sierpnia doszło już do ponad 790 wypadków z udziałem hulajnóg elektrycznych, w których 7 osób zginęło, a 729 zostało rannych – poinformowała Komenda Główna Policji (PAP, 19.08.2025). To dramatyczny wzrost w porównaniu z poprzednimi latami i dowód, że obecne regulacje nie chronią pieszych. Porzucone hulajnogi zaśmiecają chodniki, blokują dojścia do przystanków, utrudniają poruszanie się osobom starszym, z niepełnosprawnościami czy rodzicom z wózkami. Władze polskich miast często bezradnie przyglądają się, jak operatorzy traktują wspólną przestrzeń jako własny parking. Choć mieszkanki i mieszkańcy europejskich miast już zrozumieli, że bezpieczeństwo i porządek są ważniejsze niż korporacyjne zyski. W Paryżu po licznych skargach mieszkańców przeprowadzono referendum i od września 2023 r. hulajnogi współdzielone zostały całkowicie zakazane [1]. Podobne kroki podjęto w Kopenhadze i Brukseli, a inne miasta, jak Barcelona, wprowadziły ścisłe strefy zakazu i wysokie mandaty za nielegalne parkowanie.  W Polsce też czas na zdecydowane działania! Potrzebujemy wzmocnienia przepisów wobec operatorów, obowiązkowych stref parkowania i realnych kar za łamanie zasad. Wspólna przestrzeń należy do nas wszystkich – pieszych, dzieci, seniorów, osób z ograniczoną mobilnością. Nie możemy dłużej tolerować sytuacji, w której człowiek i przyroda muszą ustępować miejsca maszynie. Bezpieczne i dostępne miasto to prawo, nie przywilej. [1] Paris set to ban rented e-scooters after an overwhelming 90% vote for their removal, CNBC, 3.03.2023
    1 404 z 2 000 Podpisy
    Utworzył(a) Akcja Demokracja